Image Alt

Wrzesień 1939 w Oporowie i okolicach

Wrzesień 1939

W OPOROWIE I OKOLICACH W RELACJACH MIESZKAŃCÓW

1 września 1939 roku Niemcy hitlerowskie napadły na Polskę. Łamiąc wszelkie konwencje międzynarodowe, bez wypowiedzenia wojny, o świcie wojska niemieckie naruszyły polskie granice z powietrza, lądu i morza.

Tadeusz Wojciechowski (ur. 08.02.1934 r.) mieszkający wtedy w Kurowie wspomina: „Pamiętam piękny, słoneczny, letni dzień, kiedy to z kierunku, z którego świeciło słońce dały się słyszeć głuche wybuchy. Był to kierunek, gdzie leży powiatowe miasto Kutno. Rodzice i sąsiedzi zaczęli się zastanawiać, co znaczą te wybuchy, jakieś ćwiczenia wojskowe czy już wojna. Miałem wtedy 5 lat i 7 miesięcy. Byłem niewiele jeszcze rozumiejącym brzdącem, ale słysząc rozmowy starszych, intrygowało mnie słowo »wojna«. Co ono znaczy, miałem się już wkrótce przekonać.

Jakiś czas przed wybuchem wojny, wiosną 1939 roku, ojciec kupił małe, kryształkowe radio ze słuchawkami, przez które wysłuchiwał wiadomości o szybko zmieniającej się sytuacji politycznej w Europie i w Polsce. Wiadomości radiowe potwierdziły, że to wojna. Po pewnym czasie tego dnia, drogą przez wieś, koło naszego domu, przejeżdżał na rowerze któryś z mieszkańców Kurowa, opowiadał, że właśnie wraca z Kutna i widział jak niemieckie samoloty bombardowały miasto. Najwięcej bomb spadło w rejonie dworca kolejowego. Wyjaśniła się więc sprawa wcześniejszych wybuchów z tego kierunku. Działo się to 1 września 1939 roku w piątek.

Wkrótce nad naszą okolicą zaczęły przelatywać całe grupy niemieckich samolotów, w kierunku z zachodu na wschód i z powrotem. Ich warkot był ciężki, jakby wydobywany z jękiem. Leciały one w grupach po kilka lub kilkanaście sztuk, dość wysoko, ale było je widać dobrze. Kiedy przelatywały nad naszą wsią Kurów, ludzie przyglądali się im i wypatrywali znaków na skrzydłach – nasze to, czy obce, polskie, czy niemieckie? Niestety, wszystkie miały czarne krzyże na skrzydłach, a więc były to samoloty wroga. Chowano się wtedy pod drzewa lub pod ściany budynków i stamtąd obserwowano – leciały w kierunku Warszawy. Rodzice nie pozwalali mi wtedy wychodzić na dwór i przebywać na otwartej przestrzeni.  Nie ubierano mnie też w jaskrawe ubranka, abym nie był widoczny z góry. (…)

Nawiązując do wybuchu wojny, to pamiętam, że jeszcze tego samego dnia, 1 września mój ojciec wraz ze swym dobrym kolegą i sąsiadem, Szczepanem Marciniakiem, zaczęli budować schron dla swoich rodzin. Wybrali na ten cel suche miejsce w pobliżu naszego, nieistniejącego już obecnie domu, właśnie między domem, drogą, stawem i studnią. Wykopano dół szeroki na jakieś półtora do dwóch metrów, długi z pięć może sześć metrów i głęboki na około półtora metra. W obu końcach zrobiono wejście i wyjście, a górę pokryto grubymi balami i deskami”.1Wspomnienia Tadeusza Wojciechowskiego, „Wojna 1939 – jak ją pamiętam”, 2022 r.

Janina Wójcik (ur. 20.03.1925 r.) w 1939 roku mieszkała w Oporowie i pracowała wraz z mamą w zamku. O wybuchu wojny dowiedziała się 1 września  wczesnym rankiem. Wspomina, że: były telefony, a ogrodnik wiedział wszystko”. 2Wywiad z Janiną Wójcik przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 10.06.2025 r.

Jednak wieść o wybuchu wojny do niektórych mieszkańców Oporowa i okolic dotarła z opóźnieniem.

Helena Laskowska (ur. 15.07.1922 r.) mieszkanka Oporowa wspominała:, „że w ten piątek pracowała od wczesnego ranka wraz z innymi kobietami przy kuczkowaniu (związywaniu) koniczyny na polu znajdującym się pod Kolonią Oporów. Była już pora podwieczorku, a pogoda była piękna, po niebie przesuwały się białe chmurki, gdy nagle usłyszeli huk nadlatujących samolotów. Leciały od Kutna, na dużej wysokości, więc były niezbyt widoczne. Wszyscy myśleli, że to polskie maszyny. Samoloty przeleciały nad Żychlin, gdzie rozdzieliły się na dwie grupy – jedna poleciała w kierunku Warszawy, a druga na Gąbin. Chwilę później usłyszeli bombardowanie, wydawało się, że bardzo blisko. Później okazało się, że to Gąbin „został potężnie zbity”.

Ojciec Heleny Laskowskiej właśnie: „1 września 1939 r. był wysłany do Kutna, prawdopodobnie ze zbożem i tam dowiedział się o wybuchu wojny. Wieczorem wrócił do Oporowa i powiadomił domowników o wojnie.3Wywiad z Heleną Laskowską przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 11.06.2003 r.

Pani Helena opowiadała, że:” we wrześniu samoloty wielokrotnie przelatywały nad Oporowem, a na teren przy kościele Niemcy zrzucili 4 bomby. Mieszkańcy Oporowa w czasie nalotów kryli się w wyznaczonych miejscach. Mieszkający w tzw. „Dołku” chowali się pod mostem na Słudwi, ci z domów przy drodze kryli się w zamkowych piwnicach, a ci zza rzeki, pędzili do Janowa.”4Wywiad z Heleną Laskowską

1 września 1939 r. o wybuchu wojny wiedział sołtys Szulecki, który jak wspominał Tadeusz Surma (ur. 10.03.1926 r.) rolnik ze Świechowa Parcel rozesłał nakazy organizowania podwód i tworzenia zapór na drogach.5Wywiad z Tadeuszem Surmą przeprowadzony przez Bogdana Fusa 11 04 2000 r.

W czasie trwania wojny obronnej 1939 roku Oporów znalazł się w zasięgu działań wojennych największej bitwy września 1939 r. – Bitwy nad Bzurą.

Już od pierwszych dni wojny wspominał Tadeusz Surma: „przelatywały nad wioską niemieckie myśliwce i bombowce. W początkowej fazie wojny (5, 6 dzień), w pobliżu Oporowa (nad Golędzkiem) stoczyły ze sobą walkę powietrzną dwa samoloty- polski i niemiecki. Trwała ona około pół godziny. Lotnicy strzelali do siebie, aż w pewnym momencie Niemiec wypalił i potężne trzy ognie uderzyły w polski samolot zmuszając go do lądowania. Maszyna została potem ściągnięta przez wojsko polskie. Niemiec też prawdopodobnie spadł, tylko gdzieś dalej”. 6Wywiad z Tadeuszem Surmą.

Zdarzenie to widział Roman Redzej ( ur. 04.01.1928 r.), wtedy  prawie dwunastoletni chłopiec mieszkający w Oporowie.7Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 30 07 2008 r.

Maria Znyk ( ur. 15.08.1934 r.) ludowa poetka, w 1939 r. mieszkanka Szymanówki, z niezwykłą dokładnością wspomina tamte dni: Pamiętam początek wojny. Wojsko u nas stało w całej wiosce, bo w Kutnie była jednostka. (Oni) czekali (…) bo front tu szedł, przed bitwą nad Bzurą. (…)

Pamiętam dowódcę – elegancki pan, bo taka była historia, że oni kazali nam uciec ze wsi. Jak jest Mnich i (…) granica łącząca Gajew, Szymanówkę i Mnich, to kazali nam w te krzaki na granicę uciekać. I my żeśmy wszyscy tam uciekli. Dlatego tak mówili, że wojsko stało we wsi, to mogą zrobić nalot. Bo już niemieckie samoloty jeździły. To pamiętam, żeśmy uciekli. Moja mama akurat była w ciąży, nie mogła uciekać, została trochę i wszyscy, cała wieś w tą granicę, w tych krzakach. Jeszcze tam na mnichowskich łąkach były kamionki, porośnięte krzakami i my tak do tej granicy. Potem ciocia Małgosia usłyszała, że samolot leci i powiedziała, że za dużo nas tu jest i uciekniemy w tę kamionkę. Mama (…) usiadła pod małą brzózką i samolot nadjechał, a ja zobaczyłam, że mama siedzi, mówiąc sobie « zabiją mi mamę », zaczęłam od cioci uciekać przez kartoflisko do mamy. A ten samolot ziuuu… nade mną, aż kartofle fruwały, a ja przewróciłam się – bo to dziewczynka szósty rok miałam, że kartofle przykryły mnie i tak zakrążył, zakrążył i pojechał. To był niemiecki samolot. I właśnie jak dali nam sygnał żeby wrócić, to ten dowódca wziął mnie na stół postawił i mówił: » córeńka, ja mam taką, jaka ty jesteś ładna, taka głupiutka, po co uciekałaś?« Bo mu powiedzieli, dlaczego ten samolot tam krążył, mówi jak by wytropili, to by cała wieś poszła. No to pamiętam, bo tak się bałam. Był wysoki, bo mnie postawił na stole, pamiętam. To był respekt. No i samoloty. Na drugi dzień nadleciały, bili się jak dwa koguty. Potem tato wziął mnie na ręce i pokazywał. Ja się boję, bo co to się dzieje, koguty się biją w powietrzu, a tato mówi nie, to samoloty. A jakie samoloty? – tak ojca pytałam. A ojciec mówi – polski z niemieckim, bo jest wojna. A ja tak dopytywałam, co to znaczy wojna? I strącił, polski pokonał niemieckiego nad Sokołem. Tam zginęła Kabatówna. To była córka organisty z Kaszew. Odłamki ją zraniły i zabiły. A na drugi dzień znowu walka była nad Plecką Dąbrową, też polski samolot pokonał niemiecki. Tam już z daleka widać jak się zaczął palić i spadać, no ale było już daleko i (…) spadł nad Plecką Dąbrową. I potem jeszcze pamiętam – wspominała pani Maria Znyk – samoloty stały tutaj, jak są Grotowice, koło Mnichu. Takie były jesiony i pod tymi jesionami były te samoloty i właśnie jak dowiedzieli się to oni stamtąd się poderwali, bo w lesie w Mnichu było dużo wojska. Polskie to były samoloty. Tak, na Grotowicach. Tam też walczyli. Potem jeszcze pamiętam, teściowa mi opowiadała, że przyszli do niej kupić gęś. Wojsko, a ona mówi, że gęś da im – przyjechali motorem, jeden trzymał pod pachą, a drugi usłyszał, że samolot nad Plecką Dąbrową i mówi: jedziemy, zostaw gęś. A ten, który trzymał gęś pod pachą mówi: nie wariuj, jedziemy do lasu i robimy sobie » bibę «.  A to zostawił go z gęsią i on wyruszył. To byli lotnicy, większość lotników była w lesie mnichowskim. Kryli się w las. Bo taka była gadka, że front jak będzie szedł, to tu właśnie jak nasza wieś i za Bzurą. To my nawet uciekliśmy do Suserza, tam gdzie tato pochodził, na Adamów. A tam okazało się, że tutaj w Szymanówce był spokój, a w Adamowie był front.”8Wywiad z Marią Krystyną Znyk przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 04.08.2025 r.

Roman Redzej przypomniał, że: „na klombie był grób żołnierzy niemieckich poległych we wrześniu 1939 r. Jeden zginął na przepuście przy topoli, przy rzece uderzył pocisk i odłamek trafił tego Niemca. Drugi zginął w niedzielę 17 września. Polacy ostrzeliwali ten rejon, a jeden z polskich żołnierzy miał stanowisko w rowie za lasem od majątku Skarżyńskiego. Niemcy chcieli go złapać, ale Polak zastrzelił jednego z Niemców i uciekł. Tego Niemca pochowano wpierw w lesie a potem obu pochowali na klombie”.9Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 30.07.2008 r.

W niedzielę 10 września 1939 r. Niemcy zrzucili na Oporów 4 bomby. Trzy z nich wybuchły, a jedna ugrzęzła w murach dawnej karczmy i dopiero po zakończeniu wojny została wydobyta.

Do tego wydarzenia nawiązała w swojej opowieści. Janina Wójcik: „Jak tu jest kościół, a tu jest taka oficyna, nie? To tu wpadła bomba, tak przebiła, że sufit, dach i do piwnicy, ale się nie rozerwała. To dopiero po wojnie, tam ludzie leli wodę, bo przecież tam mieszkali. Dziurę zrobiła, ale się nie zapaliło nic. Dopiero po wojnie specjaliści wyjmowali tę bombę. Tak to pamiętam. (…) Przy kościele był taki parkan, brama, to tu bomba uderzyła w dzwonnicę. To tu trochę popsuło. Ale kościoła nie ruszy, nie ruszy. Była niedziela, jak te bomby takie spadały. Później, bo wiem, że gosposia nieraz obiad uszykowała, to pani kazała zanieść tym wojskowym tam. Może nie żołnierzom, ale może tym starszym. No to my tam… już byłam dziewuszką galantą, to tam żeśmy nosili. Jak Niemcy bombardowali we wrześniu trzydziestego dziewiątego roku to pod most najwięcej wchodzili, ale nie było tak… to tylko jeden raz, jak od Kutna jechał samolot i tak te bomby puszczał. I jedna wpadła akurat koło dzwonnicy. W kościół nie ucelował. A później już jak do Żychlina jechał, to za cmentarzem żychlińskim tak specjalnie zrzucał, ale żeby tam specjalnie bombował, żeby tam gdzieś na szkodę… Tylko chciał pewno wyrzucić z samolotu i tak jechał od Kutna i tak te bomby wpadały. I jedna spadła blisko kościoła, to tę dzwonnicę tylko, porujnowała. Tak to nie mieliśmy specjalnie tam takich bombardowań”.10Wywiad z Janiną Wójcik przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 10.06.2025 r.

Roman Redzej w swojej relacji precyzuje,: że bomby nie były zbyt duże- około 50 kg. Jedna z nich rzeczywiście uderzyła w budynek dawnej karczmy i nie wybuchła, druga obok kościoła (w pobliżu drewnianej dzwonnicy), a dwie pozostałe spadły na pole od strony cmentarza”.11Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 30. 07.2008 r.

Jan Kuciapski (ur. 08.03.1911r.), rolnik z Jurkowa II, wspominał także niedzielne bombardowanie Oporowa: „W drugą niedzielę września, gdy mieszkańcy okolicznych wiosek zgromadzili się w świątyni, a ksiądz, Piotr Wojtkiewicz, odprawiał mszę świętą, w pobliżu kościoła spadły bomby. Jedna z nich upadła obok kościoła. W tym czasie na wale, od strony drogi, leżał polski żołnierz, wybuch zasypał go ziemią, nic mu się na szczęście nie stało”.12Wywiad z Janem Kuciapskim przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 07.05.2004 r. Pozostałe bomby pan Jan Kuciapski lokalizuje podobnie jak Roman Redzej. W okresie pierwszych dwóch tygodni wojny mieszkańcy Oporowa i okolic świadczyli podwody, najczęściej do Kutna. Jan Kuciapski wspominał iż :„11 września wyjeżdżał z podwodą do Kutna. Cały dzień spędził w mieście, które było bombardowane w ciągu dnia. Panował w nim zamęt, z torów zbierano rannych i przewożono ich do szpitali. Nocą wracał do domu, ale było to bardzo trudne, ponieważ do około 10 (wieczorem) artyleria niemiecka biła w miasto. Droga do Oporowa była zatarasowana przez tłumy uciekinierów oraz żołnierzy konnych i polskie tankietki. Przez pewien czas wiózł na wozie rannych żołnierzy, których wysadził za Komadzynem. Nad ranem dotarł do domu, w którym zastał pełno uciekinierów”.13Wywiad z Janem Kuciapskim

Potwierdzeniem tej relacji są informacje zawarte w pracy Piotra Aleksandra Kukuły zatytułowanej „Piechurzy Kutnowskiego Pułku”.

„W nocy z 11 na 12 września 1939 r. 37 pułk szedł na Żychlin przez Głogowiec, Sójki Oporów. W straży przedniej szła 3 kompania podporucznika Jana Bryniczki, w straży tylnej kompania podporucznika Władysława Pawlaka. Na drogach panował nieopisany tłok. Wozy wojskowe ciągnęły obok chłopskich furmanek, wśród uciekającej ludności cywilnej. Podporucznik Bryniczka zmuszony był co jakiś czas zatrzymywać kompanię, rozładowywać zatory i zaprowadzać na drodze względny porządek. Granatowe niebo nocy rozświetlały palące wokół osiedla i wioski, zbombardowane w ciągu dnia przez niemieckie lotnictwo. Nad Kutnem wisiała szeroka łuna, rozbłyskująca licznymi pożarami. Widok był niesamowity i potęgował nastrój przygnębienia i smutku. Zmęczeni i spragnieni żołnierze szli w ponurym milczeniu. Wielu z nich pochodziło z Kutna
i okolic
”.14Piotr Aleksander Kukuła, Piechurzy Kutnowskiego Pułku, Łódź 1977.

Prawdopodobnie był wtedy wśród nich Jan Smakowski ze Świechowa. Jego żona Jadwiga Smakowska otrzymała informację, że podczas przegrupowania wojsko będzie miało krótki postój w Oporowie. Choć była w ciąży, czekała tutaj cały dzień. Późnym wieczorem, bardzo zmęczona postanowiła wrócić do domu żeby odpocząć. Niestety, w tym czasie oddział jej męża przechodził przez Oporów. Jan nie mógł skontaktować się z żoną, więc przez znajomego przekazał pozdrowienia i onuce na pieluszki dla dziecka. Więcej się nie zobaczyli, Jan zginął pod Sochaczewem. Pochowano go na Cmentarzu Żołnierskim w Sochaczewie. Po wielu latach poszukiwań (przez PCK) pani Smakowska odnalazła grób swego męża. Tę rodzinną historię opisała w swojej pracy uczennica gimnazjum Elwira Kostrzewa przedstawiając losy rodziny w czasie wojny.15Elwira Kostrzewa, praca uczennicy Publicznego Gimnazjum w Oporowie „ Losy rodziny w czasie II wojny światowej”, 2003 r..

Oddziały wędrowały nocą, rano pułk osiągnął rejon Żychlina, gdzie zatrzymał się na postój dzienny. W ciągu dnia nastąpiło skupienie i uporządkowanie oddziałów, a o zmroku zwinięto stanowiska i rozpoczął się marsz z Żychlina w rejon Rybna, przez Dobrzelin, Złaków Borowy, szosą z Kiernozi do Chąśna przez Boczki i Gogolin Północny.

Dowódcą 2 plutonu w tym pułku był podporucznik rezerwy Franciszek Nentwig, który poległ w walce pod Gogolinem 16 września 1939 r. Spoczywa na oporowskim cmentarzu, ponieważ jego rodzina związana była z tym terenem (majątek Golędzkie).

Tej samej nocy z 11 na 12 września okopami Strzelce – Kurów – Oporów – Żychlin przemieszczał się 25 pułk piechoty Armii Pomorze i część oddziałów Armii Poznań. Część jednostek rozlokowała się na wypoczynek w lesie i przyzamkowym parku, a w pomieszczeniach szkolnych, zamkowych i gminnych zorganizowano szpital polowy dla około 300 rannych. W okolicy były jeszcze inne placówki medyczne w:

  • Dobrzelinie – pałac Grzybowskiego i świetlica OMTUR- 200 rannych
  • Grabowie – szkoła – 260 rannych
  • Żychlinie – kino Sokół – 260 rannych, dom katolicki – 200 rannych, zarząd miejski – 30 rannych, biurowiec Firmy Zielińskich – 300 rannych.
  • Skrzeszewach – majątek – 200 rannych
  • Pniewie- majątek – 100 rannych.

Komendantem wszystkich szpitali był doktor medycyny, podpułkownik Walerian Jaworski, a organizatorem szpitala w Oporowie porucznik Stefan Wesołowski.16Kazimierz Papiński, List do Szkoły Podstawowej w Oporowie, 14.07.1995 r. Mieszkańcy Dobrzelina pamiętają także doktora Wiktora Degę, który z dzieckiem pracował w szpitalu polowym, ponieważ matka dziecka zginęła w nalotach w Warszawie.

Marianna Tadeusiak (ur. 22.09.1922 r.) wówczas nastoletnia mieszkanka Dobrzelina opowiadała: W 1939 r skończyłam siedmioklasową Szkołę Podstawową w Grabowie i mama zapisała mnie do Handlówki w Łowiczu. Niestety nauki w Łowiczu już nie podjęłam, ponieważ 1 września 1939 r. wybuchła II wojna światowa. Dzień 1 września zaczął się dla mnie jak zwykle, wstałam bardzo wcześnie, zaniosłam mleko do Cukrowni (mieliśmy krowę i sprzedawaliśmy mleko). W drodze powrotnej usłyszałam wybuchy. Dopiero później dowiedziałam się, że było to bombardowanie dworca PKP w Żychlinie. W pobliskim sklepie było radio i to właśnie z radia mieliśmy informacje o wojnie. Ten pierwszy, wojenny wrzesień był bardzo piękny. Przy naszym podwórku był ogród, a w nim rozbili się polscy żołnierze. Mieli karabiny i małe armatki, ale nie było żadnej strzelaniny. Niemcy bombardowali okolice, bomby spadły na cukrownię, na tzw. Jabłonkową Drogę, na pola w okolicach Żychlina, Oporowa i Bedlna. W jednym z budynków był sztab, czyli oficerowie i lekarze. W Dobrzelinie też zrobiono szpital polowy. Przywożono rannych żołnierzy. Ci, którzy zmarli, zawinięci w prześcieradła, byli grzebani na cmentarzyku przy cukrowni. Jeden z lekarzy, nazywał się chyba  doktor Dega, poprosił mnie i moją mamę o opiekę nad maleńkim chłopcem- Jasiem. Dziecko miało 2 latka, było śliczne i grzeczne. Lekarz prosił, by nie pytać Jasia o mamusię- domyśliłyśmy się, że zginęła. Dziecko u nas spało. Bardzo go polubiłam. Gdy zbliżali się Niemcy, zaczęła się ewakuacja polskiego wojska. Doktor przyszedł do nas i prosił o zgodę na pozostawienie Jasia. Niestety moja mama nie zgodziła się, by Jaś pozostał u nas. Lekarz obiecywał, że wróci po niego, ale mama bała się, że zginie i będzie musiała wychowywać jeszcze jedno dziecko. Byliśmy biedni i nie było nas na to stać. Mój tato bał się wojny i wszystko było na głowie mamy. Z płaczem rozstaliśmy się z Jasiem. Mama też bardzo płakała. Już nigdy się z nimi nie spotkaliśmy”.17Wywiad z Marianną Tadeusiak przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 01.09.2022 r.

Kontynuując wątek szpitali polowych Pani Helena Laskowska wspominała, że: „w szkole jednym z rannych był ważny i bardzo elegancki oficer. Ojciec ( Stanisław Kubiak ) pojechał z rannymi ze szpitala aż do Sochaczewa. Pani Laskowska opowiadała „już za Niemców szorowałam w zamku podłogi, które były powypalane i poplamione jodyną i krwią”.18Wywiad z Heleną Laskowską przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 11.06.2003 r. W kolejnych dniach września w  południowo-zachodniej części parku i na skraju lasu wycofujące się wojsko polskie wystawiło stanowiska obronne kontrolując drogi Kutno-Żychlin i Oporów- Kurów. W sobotę, późnym popołudniem (16 września ) do Oporowa zaczęły się wdzierać jednostki niemieckie, które zostały ostrzelane przez ustępujących żołnierzy i artylerię ze strony Skrzeszew i Rakowca. Ostrzał był dość silny, pociski rozrywały się na drogach wsi, w okolicach dzisiejszego przystanku PKS i budynku szkolnego. Jeden z pocisków  strącił w parku gałąź drzewa, która spadając zabiła niemieckiego żołnierza. Drugi Niemiec zginął na skraju lasu, w potyczce z wycofującymi się polskimi żołnierzami. Po tych wydarzeniach Niemcy wprowadzili do walki czołgi i rozpoczęli systematyczny ostrzał wsi Janów, Świechów i Jastrzębia, burząc i podpalając wiele zabudowań, głównie w Janowie. Ludność ukrywała się przed niemieckim ostrzałem we wcześniej przygotowanych kryjówkach – wspominał Roman Redzej 19Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 30.07.2008 r Wywiad z Marianną Kuciapską przeprowadzony przez Bogdana Fusa 15.04.2003 r.

Mieszkanka wsi Janów, Marianna Kuciapska (ur. 24.10.1913 r.), wspominała: „obok naszej zagrody okopało się kilku polskich żołnierzy, którzy strzelali do idących od strony Oporowa Niemców. W lesie od strony gospodarstwa Państwa Dałków zginął jeden żołnierz niemiecki i jeden Polak – nazywał się Antoni Podkościelny. Ja z rodziną oraz kilku uciekinierów schroniliśmy się w dużej murowanej piwnicy i szczęśliwie przetrwaliśmy tę strzelaninę”. 20Wywiad z Marianną Kuciapską przeprowadzony przez Bogdana Fusa 15.04.2003 r.

Tadeusz Surma wspominał: „10 września do naszej zagrody weszli kawalerzyści, było około 40 koni. Stacjonowali 3 dni, potem ruszyli w kierunku Kiernozi i Osmolina. Później przybyli piechurzy z Armii Poznań,a w pobliżu naszego gospodarstwa okopały się dwie drużyny z erkaemami. W sobotę 16 września panował tu duży ruch. Zbliżał się ciepły, pogodny wieczór, kiedy otrzymano meldunek, że Niemcy są w Oporowie. Polska artyleria ze Skrzeszew rozpoczęła ostrzeliwanie zbliżających się Niemców. Wtedy to zginął niemiecki żołnierz.” 21Wywiad z Tadeuszem Surmą przeprowadzony przez Bogdana Fusa 11.04.2000 r.

W zagrodzie Pana Surmy było wielu uciekinierów z rejonów: Świecia, Grudziądza, Bydgoszczy i Torunia. Byli też polscy żołnierze.

W niedzielę 17 września, we wczesnych godzinach rannych Niemcy weszli na teren lasu i rozpoczęła się wymiana ognia trwająca do około 10.30. Niemcy zajęli gospodarstwa Pana Dałka i Surmy, wtedy jedna z uciekinierek, Pomorzanka znająca język niemiecki, poinformowała ich o przebiegu wydarzeń i objaśniła wszystko na mapie. Kiedy Niemcy przypuścili kolejny atak, jeden z nich poległ, a drugi został ciężko ranny. Rozpoczęto ostrzeliwanie wsi Janów: spalono zagrody należące do rodzin Kuciapskich, Okupskich, Gawrońskich, Zagórowskich, Wojciechowskich, Zalewskich, stodołę folwarczną w Świechowie i dwa stogi. Wieś była ostrzeliwana z broni ręcznej przez wyborowych strzelców. Walki trwały do późnego wieczora.

Tadeusz Surma potwierdza, że na skraju jego pola, w dużej kamionce, urządził sobie stanowisko ogniowe polski żołnierz z ręcznym karabinem maszynowym i przez dłuższy czas skutecznie zatrzymywał Niemców. Wycofał się dopiero nocą. Na drugi dzień znaleziono tam dużą ilość łusek i śladów krwi. 22Wywiad z Tadeuszem Surmą

Roman Redzej tak wspominał: „od pierwszych dni wojny wykonywaliśmy przysłane nam rozkazy, pomagaliśmy żołnierzom i ludności cywilnej. Po zajęciu Oporowa przez Niemców otrzymałem polecenie zbierania, konserwacji i przechowywania broni rozrzuconej na terenie wsi” 23Wywiad z Romanem Redzejem. .

Na oporowskim cmentarzu pochowano siedmiu polskich żołnierzy z Września 1939r. Spoczywają tam Franciszek Nentwig, Tadeusz Sobczyk, Józef Mikołajczyk, Antoni Kościelny, Adam Znyk i NN, NN (niezidentyfikowani żołnierze polscy).

Natomiast dwóch zabitych Niemców pochowano na klombie pod zamkiem, a później ekshumowano i wywieziono do Niemiec.24Wywiad z Janiną Wójcik przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 10.06.2025r.

Rozpoczęła się okupacja niemiecka, nie oznaczało to jednak zaprzestania walki.

„Kilku mieszkańców Oporowa działało w Polskiej Armii Ludowej (PAL). Byli to bracia Władysław, Marian, Eliasz i Roman Redzejowie (najmłodszy z braci zbierał broń), Tadeusz Józwiak, Stanisław Popławski, Władysław Matuszewski, Kazimierz Rokicki, Szczepan Matysek z Kurowa, Tadeusz Jaworski z Samogoszczy, a całą tą grupą kierował ktoś nieznany z Kutna”. 25Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Bogdana Fusa 09.05.2000 r.

* * *

Publikowany tekst powstał w wyniku opracowania relacji zebranych od mieszkańców Oporowa i okolic. Wykorzystano wywiady przeprowadzone przez:

– Annę Majewską – Rau (dyrektora Muzeum-Zamku w Oporowie) z: Romanem Redzejem
i Marią Krystyną Znyk;

– Małgorzatę Tadeusiak (adiunkta Muzeum – Zamku w Oporowie) z:  Janiną Wójcik, Heleną Laskowską, Marianną Tadeusiak i Janem Kuciapskim;

– Bogdana Fusa ( pasjonata historii regionalnej, dyrektora i nauczyciela matematyki w Szkole Podstawowej w Oporowie, zmarłego w 2010 r.) z: Marianną Kuciapską, Tadeuszem Surmą i Romanem Redzejem.

W opracowaniu wykorzystano także wspomnienia, urodzonego w Kurowie ekonomisty i żołnierza zawodowego płk. Tadeusza Wojciechowskiego oraz rodzinny wątek
z pracy uczennicy Publicznego Gimnazjum w Oporowie Elwiry Kostrzewy „Losy rodziny w czasie II wojny światowej”, a także listy społecznika, regionalisty Kazimierza Papińskiego do Szkoły Podstawowej w Oporowie. Dla zilustrowania zbieżności relacji mieszkańców i żołnierzy walczących w 1939 roku przytoczono fragment książki Piotra Aleksandra Kukuły „Piechurzy Kutnowskiego Pułku”

Przypisy:

[1] Wspomnienia Tadeusza Wojciechowskiego, „Wojna 1939 – jak ją pamiętam”, 2022 r.
[2] Wywiad z Janiną Wójcik przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 10.06.2025 r.
[3] Wywiad z Heleną Laskowską przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 11.06.2003 r.
[4] Wywiad z Heleną Laskowską
[5] Wywiad z Tadeuszem Surmą przeprowadzony przez Bogdana Fusa 11 04 2000 r.
[6] Wywiad z Tadeuszem Surmą.
[7] Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 30 07 2008 r.
[8] Wywiad z Marią Krystyną Znyk przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 04.08.2025 r.
[9] Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 30.07.2008 r.
[10] Wywiad z Janiną Wójcik przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 10.06.2025 r.
[11] Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 30. 07.2008 r.
[12] Wywiad z Janem Kuciapskim przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 07.05.2004 r.
[13] Wywiad z Janem Kuciapskim
[14] Piotr Aleksander Kukuła, Piechurzy Kutnowskiego Pułku, Łódź 1977.
[15] Elwira Kostrzewa, praca uczennicy Publicznego Gimnazjum w Oporowie „ Losy rodziny w czasie II wojny światowej”, 2003 r.
[16] Kazimierz Papiński, List do Szkoły Podstawowej w Oporowie, 14.07.1995 r.
[17] Wywiad z Marianną Tadeusiak przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 01.09.2022 r.
[18] Wywiad z Heleną Laskowską przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 11.06.2003 r.
[19] Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Annę Majewską – Rau 30.07.2008 r
[20] Wywiad z Marianną Kuciapską przeprowadzony przez Bogdana Fusa 15.04.2003 r.
[21] Wywiad z Tadeuszem Surmą przeprowadzony przez Bogdana Fusa 11.04.2000 r.
[22] Wywiad z Tadeuszem Surmą
[23] Wywiad z Romanem Redzejem.
[24] Wywiad z Janiną Wójcik przeprowadzony przez Małgorzatę Tadeusiak 10.06.2025r.
[25] Wywiad z Romanem Redzejem przeprowadzony przez Bogdana Fusa 09.05.2000 r.

Opracowała: Małgorzata Tadeusiak

Pon. ‒ Niedz.: 10.00 ‒ 16.00
kasa: 10.00 ‒ 16:30
Sezon wiosenno-letni
Pon. ‒ Niedz.: 10.00 ‒ 17.00
kasa: 10:00-16:30

Normalny: 25 zł
Ulgowy: 18 zł

Oporów 34, 99-322 Oporów
tel.: 24 285 91 22

Facebook
Przejdź do treści